niedziela, 8 września 2013

Egoiści

Tytuł: Egoiści
Paring: Navi
Zespół: VIXX
Gatunek: Angst
Ostrzeżenia: brak.
*** z perspektywy N'a***


Znasz to uczucie kiedy masz już wszystkiego serdecznie dość? Kiedy wymuszony uśmiech już nie jest przekonujący, ale wciąż grasz, żeby nikt nie zauważył jak bardzo jest źle i jak mało sił Ci zostało. Wiesz jak to jest kiedy przejmujący smutek ściska Cię od środka, płacz oślepia i odbiera oddech, krztusisz się nie chcąc by inni słyszeli kiedy okazujesz słabość. Nie możesz, nie wolno Ci pokazać, że straciłeś motywacje i ostatnią nadzieję. Życie to scena, a Ty jesteś aktorem, zakładającym fałszywą maskę przez większość czasu, prawie nikt nie wie jaki jesteś za kulisami, nikt nie może wiedzieć, mimo, że wolałbyś grać w otwarte karty. Życie jest ciężkie. Wymaga zapamiętania scenariusza, reguł, co wolno a czego nie, co musisz, a co Ci zabroniono. Musisz się uśmiechać, żartować,okazywać wdzięczność, ale jak, kiedy brak sił... 
Czarne myśli pochłaniały mnie, kiedy przez kotarę łez wpatrywałem się w ciemne okno nie wiedząc czy pada też na zewnątrz, czy tylko we mnie. Burza uczuć miotała mną na wszystkie strony, ale nadal siedziałem w jednej pozycji od dłuższego czasu. Jak długiego? Sam już nie wiedziałem, wszyscy zdążyli już zasnąć, wokół panowała cisza, przerywana tylko odgłosami równomiernych oddechów pozostałych chłopaków. Hyukowi chyba śniło się coś przyjemnego, na jego twarzy widniał delikatny uśmiech i co jakiś czas gładził dłonią poduszkę. Leżącego obok Hongbina nie widziałem, no jedynie jego rękę, którą obejmował najmłodszego. Z kolei gdyby Leo widział, jak Ken się do niego tulił, raczej nie byłby zadowolony, w końcu to Leo. Spojrzałem na zwiniętą postać tuż obok mnie i pogładziłem jasne włosy, spał tak spokojnie, zupełnie jak małe dziecko. Ravi, jedyny który znał prawdziwego mnie i w sumie tylko z nim ciężko byłoby mi się rozstać. Ale ta chwila nadchodziła, coraz większymi krokami, przyśpieszała nieubłaganie, wiedziałem to, czułem to.
Otarłem wierzchem dłoni oczy i podniosłem się z ziemi jak najciszej potrafiłem. Lawirując między kończynami lub tym co mi się nimi wydawało, dotarłem do drzwi i w chwilę potem byłem na korytarzu kierując się po bluzę. A w sumie... Już mi nie była potrzebna, będzie mi zimno tylko przez chwilę, a tak to się na ładnej bluzie zaoszczędzi. Nie oglądając się za siebie doczłapałem się do wyjścia. Buty? Nie, też już nie potrzebne. Nacisnąłem na klamkę i bezszelestnie wydostałem się z dormu. Nie chciałem tego mówić, nawet myśleć, ale jedno słowo kołatało mi się po głowie.
- Żegnajcie..- szepnąłem spoglądając na zamknięte drzwi, czując jak kolejna fala łez rozmazuje mi cały świat. Boso ruszyłem do windy, potem przez korytarz, a w końcu tylnym wyjściem na wąską uliczkę. Spojrzałem w górę, ale jedyne co widziałem to kilka niewyraźnych, jasnych plam na granatowym niebie. Chłodne, nocne powietrze kuło niemiłosiernie, ale przynajmniej cieszyło mnie, że jeszcze coś czułem, chociaż fizycznie. Wsadziłem ręce do kieszeni dresowych spodni i postąpiłem na przód, nie wiedząc dokąd, a jedynie po co. Im dalej wędrowałem tym więcej ludzi mijałem, dużo, jak na taką porę. Wszyscy się gdzieś śpieszyli, wszyscy mieli jakiś cel do którego zdążali, w przeciwieństwie do mnie. Moja egzystencja była już bezcelowa i bezużyteczna. Wyszedłem na jedną z większych ulic, samochody śmigały w jedną i drugą stronę, nie zatrzymując się ani na chwilę. A ja czułem się obserwowany, ciągle, nieustannie. Może dlatego, że nie każdy włóczy się po stolicy bez butów. Nagle wydało mi się to całkiem zabawne, na tyle, że zacząłem się cicho śmiać. Zwariowałem do reszty. Minąłem jeszcze kilka skrzyżowań i mym oczom ukazała się droga prowadząca nad rzekę, skręciłem, dochodząc do wniosku, że im dalej idę, tym mniej czuję. Z każdym kolejnym krokiem wyzbywałem się kolejnych uczuć. Radości, gniewu, dumy, zadowolenia, a w końcu i smutku. Gdy dotarłem na most pozostała pustka. Przejmująca i wszechogarniająca. Oparłem się o barierkę, spoglądając na czarną toń rzeki. Mknęła w swoim własnym kierunku, zupełnie jak każdy z nas, zdążający do tego co pragnie, do tego o czym marzy, lub tego co mu narzucono. Rzekę ograniczają brzegi, jak nas inni ludzie, lub my sami siebie stawiający sobie granice, czasem zupełnie nie potrzebne. Ale w końcu ta rwąca rzeka  wpada do łagodnego oceanu, rozlewa się na wszystkie kierunki, jest wolna, zupełnie jak ja teraz. Chciałbym zobaczyć wyraz swojej twarzy, nadal była wykrzywiona w bólu, a może się uśmiechałem, albo odzwierciedlała to co czułem, czyli już nic. Podciągnąwszy się na barierce, przeszedłem na jej drugą stronę i usiadłem na niej jeszcze na chwilę. 
- Jestem już po drugiej stronie, heh..?- mruknąłem sam do siebie - Jakie to niejednoznaczne. -
Powinienem się teraz puścić? Przekroczyć niewidzialną granicę? Czy to był właśnie ten moment, w którym miałem zaznać ostatecznego ukojenia, tak, to już teraz..
- Cha Hakyeon!- jak przez mgłę dobiegł do mnie ochrypnięty okrzyk, kogoś kogo chyba znałem, chyba go nawet kochałem- Hakyeon debilu ani mi się waż! - oprócz krzyków usłyszałem też kroki, szybkie, ktoś biegł. Ale co z tego, dla mnie już nic się nie liczyło. Puściłem barierkę, przechylając się lekko do przodu i zamykając oczy. To koniec.

- Debilu pierdolony, Ciebie już chyba do końca pojebało! - głos, który obijał mi się echem po głowie był mocno zachrypnięty, jak od długiego płaczu. Hm? To w zaświatach też płaczą? Kuźwa, no to się urządziłem.
- Ocknij się no! Hakyeon! YAH! - ktoś mną potrząsał, to akurat czułem, dość wyraźnie, ale bałem się otworzyć oczu - Błagam... -głos zelżał, był delikatniejszy, przerywany łapczywym nabieraniem powietrza.
- Proszę.. Nie zostawiaj mnie - głos dźwięczał tuż przy moim uchu, czułem oddech tej osoby. Chciałem podnieść rękę, żeby dotknąć tego kogoś, ale była za ciężka- Zostań przy mnie.. - Powoli udało mi się otworzyć oczy, mimo, że było to niesamowitym wysiłkiem, zbyt dużym jak na taką prozaiczną czynność. Gorące łzy parzyły mi ramię a przynajmniej tak mi si wydawało, łzy wylewane przez osobę o białych włosach, tylko tyle mogłem o niej powiedzieć, bo tyle widziałem.
- Ravi...?- mój własny głos wydał mi się odległy i słaby, gdybym nie był pewien, że właśnie coś powiedziałem, nie poznałbym go. Jednak okazał się być wystarczająco głośny, by zrozpaczony chłopak nagle podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy.
- Nie płacz - zdobyłem się na szept, ale w odpowiedzi dostałem zupełne przeciwieństwo. Szloch wstrząsnął ciałem blondyna, który przyciągnął mnie bliżej do siebie i obejmował tak mocno, jakbym mógł się zaraz rozpłynąć.
- Wiesz co by się stało, jakbym nie zdążył Cię złapać?- chrypa, znów chrypa.
- Wiem, zrobił bym to co chciałem.
- Do kurwy nędzy nie mów tak! - nocną ciszę rozdarł krzyk, donośny i dobitny - Mam tylko Ciebie, rozumiesz. Nie zostawiaj mnie.


Teraz, gdy myślę o tamtej nocy, dochodzę do wniosku, to wszystko jest dziwne. Ludzie nie chcą, żeby ktoś umierał dlatego, że już go nie będzie. Tylko dlatego, że są egoistyczni i będą tęsknić, będą się czuć samotni. Tak, ludzie to najbardziej egoistyczne kreatury na świecie.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć i czołem! Nazywam się SungHyo i od tego ficzka będę tu publikować swoje wypociny razem z Ookami. Zapewne będą to głównie oneshoty z VIXXami, bądź B1A4.. Ale czas pokaże~ Mam nadzieję, że moje próby tworzenia znajdą choć trochę uznania i się spodobają~ No... To do następnego : D

1 komentarz:

  1. Bardzo spodobał mi sie twój fik <3 jest taki ... inny. Ta końcówka, że ludzie są egoistami, że Ravi jest egoistą chyba najbardziej złapała mnie za serce. Zdecydowanie lube tego typu fiki bo drugiego takiego nie znajdziesz, za co masz u mnie bardzo dużego plusa ... poza tym to mój ulubiony paring z vixx ;3
    Także na pewno bedę tu zaglądać i dopatrywać sie kolejnego opka ;* tuli tuli

    OdpowiedzUsuń