czwartek, 13 lutego 2014

Outlaws of love: 1

Tytuł: Outlaws of love
Paring: Keo/Raven
Zespół: VIXX
Gatunek: Angst (?)

Kilka słów wstępu~
W skrócie... Moja pierwsza próba napisania czegoś ciut dłuższego i bardziej skomplikowanego, bo z perspektywy dwóch osób, Kena i Raviego. Co z tego wyjdzie... Nie mi oceniać ^ ^; Ale mam nadzieję, że nie będzie tak źle i nie zanudzi. A pierwszy rozdział... Hm, w sumie bardziej wstęp do tej kilkurodziałowej (zapewne 2, w porywach 3) historii~ Anyways, enjoy~'



**z perspektywy Kena**

Od kilku dni po naszym dormie rozchodzi się pewien zapach. Taki, który przypomina mi o minionych dniach, budzi wspomnienia, znów przywołuje je do życia. Słodki aromat roznosi sie po korytarzu i obok niektórych pokoi,  ale przez kogo lub co on tutaj, to już nie mam pojęcia. Po prostu pojawił sie i jest, przyprawiając mnie o nieprzyjemny ścisk w żołądku za każdym razem kiedy go czuje. Dlatego tym razem przechodząc koło drzwi wstrzymałem oddech i starając się przebyć drogę na jednym wdechu popędziłem do kuchni. Jakby cudem, ale się udało- pomyślałem opierając się o blat i z cichym westchnięciem wypuściłem wstrzymywane powietrze. Starając się zająć myśli czymś innym zabrałem się za przygotowywanie kolacji dla siebie i przy okazji dla reszty. Dzisiaj nie wypadał mój dyżur, ale jak już się bawiłem w kucharza to nie zaszkodziło mi zrobić też coś dla pozostałych, prawda?  Nucąc po cichu przeszedłem się w tą i wewtą przeglądając po kolei szafki a w końcu lodówkę i doszedłem do wniosku, że jednak nie. Nie mam na nic takiego ochoty i poczekam aż mnie nakarmią. Tak, to była zdecydowanie dobra opcja, a na tenczas zadowolę się herbatką. Czekając aż zagotuje się woda wskoczyłem na blat i majtając nogami znów powróciłem myślami do tamtych wspomnień... Aish. Dlaczego tak bardzo mnie męczyły.. Przecież to przeszłość, było, minęło. Kazali odpuścić, zapomnieć i nie wracać... Ale jak. Jak? Uczucia nie umierają tak szybko i łatwo.. Trwają, nawet kiedy kazali przestać kochać, nawet jeśli zabronili, grożąc surowymi karami. Może innym przychodzi to łatwiej, może on już się z tego wyleczył, w sumie to nawet nigdy nie miałem pewności czy coś do mnie naprawdę czuł, ale nawet jeśli, to zdawało się jakby on nie miał z tym już najmniejszego problemu. W przeciwieństwie do mnie..
- Jaehwan~ah~ Woda Ci się zagotowała~- z zamyślenia wyrwał mnie głos lidera, który nawet nie wiem kiedy znalazł się w kuchni i zabierał się za szykowanie wieczornego posiłku.
- A, tak, fakt~ - odparłem ukrywając zmieszanie lekko zakłopotanym śmiechem. Zeskoczyłem z szafki i sięgając po kubek zacząłem robić herbatę. - Nie chcesz pić, prawda? - rzuciłem chcąc być miły ale tak w głębi duszy liczyłem, że odmówi.
- Hm, jak już robisz możesz mi też zrobić~- odparł z tym dobrze mi znanym uśmiechem. No tak, trzeba było nie pytać. Znów cichy śmiech wydobył się z moich ust i zaraz sięgnąwszy drugi kubeczek dokończyłem dwa ciepłe napoje, jeden podsuwając bliżej Hakyeona, a drugi ujmując w obie dłonie zaniosłem sobie do stołu, żeby spokojnie wypić.
- Jesteś ostatnio jakiś nieobecny Kenny, wiesz? Coś się stało? Coś cię martwi? - znów dobiegł mnie głos starszego. Podniosłem wzrok na jego plecy i przez chwilę wgapiałem się w nie trawiąc to co do mnie dotarło.
- Hm? Ja? Nieeee.... Wydaje ci się~ - skłamałem z udawaną beztroską w głosie. Aż tak było to widać? Chyba wszyscy się już za dobrze znaliśmy żeby coś przed sobą umieć ukryć.. N jedynie westchnął kręcąc głową, nawet na mnie nie spojrzał, nawet nie powiedział, że wie,że ukrywam prawdę.. Dziwne. Najwidoczniej coś dziwnego działo się z nami wszystkimi...Dopiłem herbatę i po drodze wrzuciwszy kubek do zlewu, co oczywiście spotkało się z cichym syknięciem niezadowolenia najstarszego, opuściłem kuchnie, znów wstrzymując oddech, a po chwili znalazłem się w pokoju, który dzieliłem z raperem. Siadając na swoim materacu ukradkowo spojrzałem na wyższą część piętrowego łóżka, żeby zobaczyć tam młodszego z słuchawkami na uszach, który znów spał w pozycji siedzącej. Pod tym względem był naprawdę niesamowity.. No może nie tylko pod tym, ale chyba nie znałem nikogo innego kto potrafiłby spać jakkolwiek gdziekolwiek, tylko Ravi. Uśmiechnąłem się sam do siebie i sięgnąłem po tablet, żeby zagłębiając się w otchłanie internetów zabić czas do kolacji, który był zbyt długi żeby nic nie robić i zbyt krótki żeby zająć się czymś praktyczniejszym.


** z perspektywy Raviego**

Bezsenność, coś co w moim przypadku wydawałoby się nie możliwe, a jednak, od pewnego czasu znęca się nade mną bez litości. Znaczy.. W pewnym sensie. Spać- śpię, tyle na ile pozwala nam napięty grafik, ale nie tyle co miałem w zwyczaju. Nie tak jak dotychczas, w każdej możliwej chwili, wszędzie gdzie się tylko da. Teraz ten czas wypełniają mi przejmujące myśli. Tak natrętne, tak absorbujące, że w chwilę odrywają mnie od rzeczywistości, jak do niedawna robił to sen... Wariuję? Może. Ale nawet jeśli, to nie tylko ja. Mimo, że niektórzy starają się ukryć, że coś jest nie w porządku, to widać.. Albo po prostu ja to widzę, w końcu ktoś musi być tym spostrzegawczym. I tym razem to mi się przydało, bo zauważywszy stopę Jaehwana przekraczającą próg, zamknąłem oczy i zwiesiłem głowę na bok, udając, że śpię. W sumie... Po co? Niby nie chciałem go unikać, ale z drugiej strony nagle jakoś nie widziała mi się rozmowa z nim.. Jakby.. Obawiałem się jej? W ogóle obawiałem się zostawać z nim sam na sam, bo wtedy zdrowy rozsądek zagłuszał tęskny głosik serca, które ciągnęło do niego, choć nie powinno. Od czasów pamiętnej awantury o jego relacje z Leo starałem się zdusić ten głos, zakneblować swoje serce, nie dlatego że tego chciałem, ale po prostu musiałem. Wyjęli nas spod prawa do miłości, więc wszyscy, bez wyjątku musieliśmy się dostosować, zabijając w sobie to co cenne, to co powoduje, że serce bije szybciej a świat nabiera nowych barw-miłość. Z resztą, to ogłupiające uczucie i tak nigdy nie pozwoliłoby mi na szczęście... Najpierw Jaehwan wolał kogoś innego, mnie nawet nie zauważając, a potem no tak, spadł na nas ten cholerny zakaz, zmuszając mnie do zamknięcia w sobie cichych uczuć... Westchnąłem ciężko i powoli otworzyłem oczy, przecierając je pięściami, żeby potoczyć wzrokiem od ekranu telefonu do krawędzi łóżka. Nagle podskoczyłem, a serce zawitało w moim gardle, kiedy tuż nad metalowymi barierkami zobaczyłem twarz Kena i napotkałem jego ciekawskie spojrzenie.
- C-coś się stało?- udało mi się wydukać, kiedy wyciągałem z uszu słuchawki i jak gdyby nigdy nic odkaszlnąłem i zaczesałem dłonią grzywkę na bok.
- Jestem tak brzydki, że aż straszny?- zaśmiał się chwytając mocniej zimnej krawędzi i w sumie dobrze wyczuł bo w tym samym momencie moja stopa znalazła się na jego twarzy i gdyby się nie trzymał zapewnie lądowałby boleśnie na ziemi.
- Feeeeee, bierz te śmierdzące syry! - zakaszlał zaraz odsuwając się  możliwie jak najdalej.- No okej okej! Zrozumiałem! Nie straszyć i nie budzić!- dorzucił kiedy z powrotem schowałem nogi pod ciepłą kołdrę. W sumie to źle zrozumiał... Przecież był piękny.. I jak mało co bolało mnie, kiedy nie potrafił się docenić, ale oczywiście nie mogłem mu tego powiedzieć wprost, więc nawet nie starałem się mu tłumaczyć jego nadinterpetacji, a tylko skwitowałem ją krótkim "I dobrze".
- Chodź, Hakyeon woła na kolacje~- znów odezwał się obdarzając mnie swoim uroczym uśmiechem - I lepiej się zbieraj, bo wiesz jak nie lubi, kiedy musi wołać dwa razy... A chyba nie chcesz słuchać jego marudzeń do późna, no nie?- dokończył zaraz znikając w drzwiach i nawet na mnie nie czekając. Ehhh.. Jaehwan.. Dlaczego tak bardzo przejmowałeś się wszystkimi naokoło tylko nie mną? Dlaczego poświęcałeś mi najmniej uwagi? Albo.. Po prostu tak mi się tylko wydawało, bo chciałem żebyś poświęcał ją mi i tylko mi... Przeciągnąłem się, zaraz przecierając nos i pokasłując zszedłem po schodkach drabinki by udać się do kuchni. Oby nie jako ostatni, bo Ken miał racje, nie miałbym już wtedy życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz